Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurchanu,
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzeńka wschodzi?
To błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu.

Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy! - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.


Do XXX

Patrzysz mi w oczy, wzdychasz; zgubna twa prostota!

Lękaj się jadu, który w oczach źmii płonie,

Uciekaj, nim cię oddech zatruty owionie,

Jeśli nie chcesz kląć reszty twojego żywota.


Szczerość, jeszcze mi jedna pozostała cnota;

Wiedz, że niegodny ogień zapalasz w mym łonie;

Lecz umiem żyć samotny- i po cóż przy zgonie

Ma się wikłać w me losy niewinna istota?


Lubię rozkosz, lecz zwodzić nadto jestem dumny;

Tyś dziecko, mnie namiętne przepaliły bóle;

Tyś szczęśliwa, twe miejsce w biesiadników kole,


Moje, gdzie są przeszłości smętarze i trumny.

Młody bluszczu, zielone obwijaj topole,

Zostaw cierniom grobowe otaczać kolumny.