Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,
Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,
Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje
Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje
Źródło pod ziemią, w górę wiać nią, jak wiatr wieje,
Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,
Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.
Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,
A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,
A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,
Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,
A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.


Jako kiedy przy gmachu słoneczne promienie
Wdzierają się przez ściany między czarne cienie,
Wiją się proszki drobne, dzieci je zławiają
Do garści dla korzyści, aż wiatr w zysku mają
Tak promień, pani, twego ozdobnego lica
Wkradł się w serce, chciwego wpuściła źrenica
A sen, dzieciom podobny, już temu nieblisko,
Stroi ze mną tęskliwym dziecinne igrzysko:
[Śniłem], miła, że cię mam, aż mię ktoś obudzi -
Sen z oczu, a ty z łoża; sen mię, zdrajca, łudzi!
Nie rań mi więcej serca, bo to w twojej ręce
Wyjawić ten miły sen, dać pociechę męce.