Jako kiedy przy gmachu słoneczne promienie
Wdzierają się przez ściany między czarne cienie,
Wiją się proszki drobne, dzieci je zławiają
Do garści dla korzyści, aż wiatr w zysku mają
Tak promień, pani, twego ozdobnego lica
Wkradł się w serce, chciwego wpuściła źrenica
A sen, dzieciom podobny, już temu nieblisko,
Stroi ze mną tęskliwym dziecinne igrzysko:
[Śniłem], miła, że cię mam, aż mię ktoś obudzi -
Sen z oczu, a ty z łoża; sen mię, zdrajca, łudzi!
Nie rań mi więcej serca, bo to w twojej ręce
Wyjawić ten miły sen, dać pociechę męce.


Odpychasz mię? - czym twoje serce już postradał?
Lecz jam go nigdy nie miał; czyli broni cnota?
Lecz ty pieścisz innego; - czy że nie dam złota?
Lecz jam go wprzódy nie dał, a ciebie posiadał.

I nie darmo; choć skarbów przed tobąm nie składał,
Ale mi drogo każda kupiona pieszczota,
Na wagę duszy mojej, pokojem żywota;
Dlaczegoż mię odpychasz? - nadaremniem badał.

Dziś odkrywam łakomstwo nowe w sercu twojem:
Pochwalnych wierszy chciałaś; marny pochwał dymie!
Dla nich więc igrasz z bliźnich szczęściem i pokojem?

Nie kupić Muzy! W każdym ślizgałem się rymie,
Gdym szedł na Parnas z lauru wieńczyć cię zawojem,
I ten wiersz wraz mi stwardniał, żem wspomniał twe imię