Do XXX

Patrzysz mi w oczy, wzdychasz; zgubna twa prostota!

Lękaj się jadu, który w oczach źmii płonie,

Uciekaj, nim cię oddech zatruty owionie,

Jeśli nie chcesz kląć reszty twojego żywota.


Szczerość, jeszcze mi jedna pozostała cnota;

Wiedz, że niegodny ogień zapalasz w mym łonie;

Lecz umiem żyć samotny- i po cóż przy zgonie

Ma się wikłać w me losy niewinna istota?


Lubię rozkosz, lecz zwodzić nadto jestem dumny;

Tyś dziecko, mnie namiętne przepaliły bóle;

Tyś szczęśliwa, twe miejsce w biesiadników kole,


Moje, gdzie są przeszłości smętarze i trumny.

Młody bluszczu, zielone obwijaj topole,

Zostaw cierniom grobowe otaczać kolumny.


Nieszczęśliwy, kto próżno o wzajemność woła,
Nieszczęśliwszy jest, kogo próżne serce nudzi,
Lecz ten u mnie ze wszystkich nieszczęśliwszy ludzi,
Kto nie kocha, że kochał, zapomnieć nie zdoła.

Widząc jaskrawe oczy i bezwstydne czoła,
Pamiątkami zatruwa rozkosz, co go łudzi;
A jeśli wdzięk i cnota czucie w nim obudzi,
Nie śmie z przekwitłym sercem iść do stóp anioła.

Albo drugimi gardzi, albo siebie wini,
Minie ziemiankę, z drogi ustąpi bogini,
A na obiedwie patrząc żegna się z nadzieją.

I serce ma podobne do dawnej świątyni,
Spustoszałej niepogód i czasów koleją,
Gdzie bóstwo nie chce mieszkać, a ludzie nie śmieją.