Do XXX

Patrzysz mi w oczy, wzdychasz; zgubna twa prostota!

Lękaj się jadu, który w oczach źmii płonie,

Uciekaj, nim cię oddech zatruty owionie,

Jeśli nie chcesz kląć reszty twojego żywota.


Szczerość, jeszcze mi jedna pozostała cnota;

Wiedz, że niegodny ogień zapalasz w mym łonie;

Lecz umiem żyć samotny- i po cóż przy zgonie

Ma się wikłać w me losy niewinna istota?


Lubię rozkosz, lecz zwodzić nadto jestem dumny;

Tyś dziecko, mnie namiętne przepaliły bóle;

Tyś szczęśliwa, twe miejsce w biesiadników kole,


Moje, gdzie są przeszłości smętarze i trumny.

Młody bluszczu, zielone obwijaj topole,

Zostaw cierniom grobowe otaczać kolumny.


Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie,
Cichymi gra piersiami rozjaśniona woda;
Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda
Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie.

Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono,
Drzemią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem
Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem;
Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono.

O morze! pośród twoich wesołych żyjątek
Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy,
A na ciszę długimi wywija ramiony.

O myśli! w twojej głębi jest hydra pamiątek,
Co śpi wpośród złych losów i namiętnej burzy;
A gdy serce spokojne, zatapia w nim szpony.